4 października (XXVII niedziela zwykła)
„Plon Jemu należny”
W tę niedzielę Pan Jezus opowie nam o winnicy, jej właścicielu i robotnikach. Ale tak naprawdę opowie nam o świecie, Bogu i ludziach…

W tę niedzielę Pan Jezus opowie nam o winnicy, jej właścicielu i robotnikach. Ale tak naprawdę opowie nam o świecie, Bogu i ludziach…

Znacie takie małe słówko „zaraz”? Chyba wszyscy czasem go używamy, kiedy chcemy odsunąć coś, co powinniśmy zrobić… Co gorsza, nie zawsze potem bierzemy się do roboty. A zdarza wam się powiedzieć, że nie zrobicie, o co was proszą, a potem jednak się opamiętać i spełnić prośbę?

Zobaczymy dziś, jaki Bóg jest dobry. Ale okaże się, że Jego dobroć bywa dla nas trudna do zrozumienia. Czasami wydaje nam się, że jest dobry niesprawiedliwie. Daje nawet, gdy komuś nie całkiem się należy. Ciekawe, że ta Jego „niesprawiedliwość” najbardziej nam doskwiera, gdy dotyczy naszych bliźnich 🙂

Znowu Pan Jezus mówi o liczbach. Tym razem w Ewangelii pojawi się liczba 7 i 77. Już sama siódemka dla Żydów oznaczała pełnię, a co dopiero siedemdziesiąt siedem – to już nieogarnięte mnóstwo. Tyle razy mamy przebaczać, jeśli ktoś przeciw nam zawini. Inaczej mówiąc chrześcijanin przebacza zawsze.

Zaczęła się szkoła, więc nic dziwnego, że i u nas pojawi się trochę liczenia. Ile to 2 x 2? A 1 + 1? A jak do tego jeszcze dodamy 1? To mnożenie przyda nam się, gdy będziemy chcieli kogoś upomnieć w cztery oczy, tak żeby nikt inny nie słyszał. A dodawanie – żeby zebrać kilka osób do wspólnej modlitwy. Witajcie po wakacjach!!!

W radosny nastrój uczniów, którzy dowiedzieli się, że ich Mistrz jest długo oczekiwanym Mesjaszem wkrada się niepokój. Mesjasz ma umrzeć. I to jeszcze tak haniebnie – na krzyżu! I ma ten krzyż dźwigać. Jezus prosi, byśmy nie uciekali przed cierpieniem w naszym życiu – potrafili dźwigać nasze krzyże. Z patyków i trawy składamy krzyż, malujemy Jezusa, który go niesie.

Usłyszymy dziś, jak Pan Jezus wybierze Piotra, jednego ze swoich uczniów, na tego, na którym zbuduje Kościół. To nie znaczy, że Piotr położył się i rozpoczęto budowę wspaniałej świątyni. Nie, Piotr był jakby pierwszym papieżem od którego zaczął się Kościół zbudowany z prawdziwych ludzi – niedoskonałych, grzesznych ale kochających. Takich jak my. Węglem rysujemy portret Piotra.

Jeśli się kogoś bardzo kocha, to potrafi się znieść dla tej osoby nawet upokorzenie. Dziś usłyszymy o pewnej mamie, która prosi o uzdrowienie swojej córki i nie przejmuje się szorstkimi słowami Jezusa, który porównuje ją do psa. Na papierze ściernym pastelami rysujemy szczenięta.

Usłyszymy dziś niezwykłą historię, jak Piotr idzie po wzburzonych falach jeziora do Jezusa. W pewnym momencie traci wiarę i zaczyna tonąć. Wtedy Jezus łapie go za rękę. Pamiętajmy, że Bóg jest przy nas w każdej chwili życia. Nie traćmy ducha. W plastelinie wyskrobujemy scenę na jeziorze.

Czasem nawet bardzo małą ilością można podzielić się z potrzebującymi. Jeśli tylko zechcemy staje się cud – Bóg rozmnaża to, co daliśmy i wszyscy są syci. Robimy stemple i odbijamy na kartce to, co było do podziału – pięć chlebów i dwie ryby.
